2011 - Żeby mi starczyło do pierwszego. Żeby mi starczyło do pierwszego. Włochy, ehh...
2012 - Ech fajnie byłoby znaleźć się we Włoszech,
2013 - Chciałabym kiedyś pojechać do Włoch,
2014 - Chcę zobaczyć na własne oczy Forum Romanum
2015 - Kiedy pojedziemy odkryć klimat Verony?
2016 - Druga połowa sierpnia Verona, Piza, Montepulciano, Toskania, Rzym, plaża, Wenecja,
2011 - Jedyne o czym wówczas myślałam, to czy starczy mi na chleb.
Wiedziałam, że jeżeli kiedykolwiek zwiedzę Włochy, najpierw stanie się dużo innych rzeczy. Jako osoba odpowiedzialna, rozsądna i twardo stąpająca po ziemi, wiedziałam, że podeprzeć krzywą wieżę w Pizie mogę wówczas, gdy wyprowadzę się z powrotem do miejsca gdzie można godnie żyć, spłacę zobowiązania, wyjdę na prostą, skończę kolejne studia.....
2012 - przeprowadzam się, układam swoje życie na nowo,
* oglądam filmy o Imperium Romanum....
2013 - jest dobrze, światełko w tunelu coraz większe,
* nagrywam i oglądam wszystko co dotyczy starożytnego świata Italii.....
2014 - skończyłam podyplomowe, zaczęłam magisterskie, spłaciłam wszystkie zobowiązania, życie jest piękne,
* po raz 5 oglądam serial Rzym i przechadzam się, w swojej nieskończonej wyobraźni, uliczkami przepełnionymi ludźmi w togach i żołnierzami w sandałach....
2015 - wychodzę na prostą,
* czuję już zapach starych uliczek Montepulciano i smak Toskanii uwięziony w tamtejszym winie....
2016 - kończę kolejne studia, spełniam się zawodowo, realizuję swoje marzenie,
* jem pizzę w restauracji pod areną Werony, tracę dech w piersiach podziwiając widoki na SS12 i posilam się specjałami z Abetone, podpieram wieżę w Pizie, sprawdzam smak wina w Kantynie winnicy rodziny Ercolani w Montepulciano, wącham kamienne bloki ruin Etrusków w Orvieto, rozczarowuję się Rzymem, kupuję pachnący różaniec z drzewa różanego na placu św. Piotra, spalam się w słońcu na plaży Restauracji TAAF w Torvaianica, łapię ulotną chwilę suszącego się prania miedzy kamienicami w Wenecji....
I to wszstko, tylko dlatego, że kiedyś pomyślałam o Italii????
Nie.
Marzenie stało się celem długoterminowym.
Wizualizacja, filmy, metaprogramy, - narzędziami strategii osiągania celu.
Poszczególne małe cele, planem działania na drodze do balkonu Julii....
A Ty, jakie masz marzenie? Co Cię powstrzymuje przed jego realizacją?
Po Mistrzowsku Rozwiń Skrzydła z Firma CST Coaching Anita Orzechowska to firma coachingowo – szkoleniowa, zajmująca się rozwojem osobistym, firm oraz organizacji. Usługa rozwojowa wykonywana jest przez prowadzenie szkoleń zamkniętych i otwartych, procesów coachingowych, treningów of the job, doradztwa, mentoringu oraz superwizji. Oferowane usługi świadczone są na najwyższym poziomie, a zakres oraz poziom dostosowany jest do oczekiwań klientów poprzez wcześniejszą analizę potrzeb.
wtorek, 6 września 2016
czwartek, 28 lipca 2016
Jak wyprostować meandry życia????
Klient zapytał: Po co coaching kariery, przecież jest doradztwo zawodowe? Czym różni się doradztwo zawodowe od coachingu kariery?
Po krótce tym czym różni się samo doradztwo od coachingu.
Doradca zawodowy, jak sama nazwa wskazuje doradza, coach kariery pyta, pomaga
wyciągnąć prawdziwy potencjał niejednokrotnie ukryty.
Chwała wszystkim szkołom i instytucjom w których jest doradca zawodowy.
Nie zawsze jednak doradztwo sprawdza się. Skąd to wiem? Wiem
to od młodzieży, z którą prowadziłam coaching zespołowy i indywidualny na przestrzeni
kwietnia 2015 do końca maja 2016. Wnioski jakie nasunęły się po tych
spotkaniach były miedzy innymi, podstawą mojej wyróżnionej pracy magisterskiej.
Wiem to również z mojego własnego doświadczenia. Szkołę
podstawową ukończyłam z wyróżnieniem. Kiedy wybierałam szkołę średnią, decyzja
oparła się o stwierdzenie mojej mamy: „Idź do tego liceum, bo jest blisko mojej
pracy”. Tak, to iście mocny argument. Nauczyciele również twierdzili, że skoro
mam potencjał w wielu obszarach to powinnam iść do liceum ogólnokształcącego. W
czasie liceum przeżywałam rozterki związane z rozpadem mojej rodziny. Im więcej
rozumiałam, tym rozumiałam mniej. Po co komu liceum, jeżeli nie wiadomo czy
skończy się studia? Po co komu rozmyślać o przyszłości kiedy znana
teraźniejszość przestała istnieć, a wraz z nią marzenia, bezpieczeństwo, wsparcie.
W liceum bywałam rzadziej niż w domu, a w domu być nie chciałam. Nikt nie
doradzał mi jak mam kierować własną ścieżkę edukacyjno-zawodową. Błądziłam po
omacku. Po liceum nie poszłam na studia, gdyż miałam na wiosnę zostać mamą,
pomyślałam, że może lepiej szybko nauczyć się jakiegoś zawodu. Skończyłam roczne
studium księgowości i rachunkowości, po czym złożyłam ponownie aplikację na
studia - Ochrona środowiska. Coś mnie
pchało w stronę przyrody. Po dwóch latach, mimo stypendium naukowego, nie dawałam
rady finansowo. Dziś wiem, że to była wymówka. Studiowałam dziennie jednolite
studia pięcioletnie, moim synem opiekowali się dziadkowie, nie potrafiłam im
inaczej wytłumaczyć, że nie mogę dalej studiować czegoś co mnie „nie kręci”. Poszłam
do pracy, oczywiście na stanowisko księgowej, traf chciał, że pełniłam obowiązki
głównej księgowej w spółce z o.o. Co za koszmar. Dla mnie oczywiście. Ciągle to
samo, faktura, konto, konto, konto, konto, księgowanie odbywało się ręcznie. Nie
dałam rady, rzuciłam to i poszłam pracować w obsłudze klienta.
Tam okazało się, że świetnie sprawdzam się w roli zarządczej.
W kolejnych firmach również sprawdzałam się w tej roli. Po licznych kursach, szkoleniach i
warsztatach, wybieraniu i przebieraniu zdecydowałam się na studia Zarządzania. Nie
czułam po ich ukończeniu kompletnie żadnej satysfakcji. Dziś wiem, że jestem
naturalnym liderem o predyspozycjach przywódczych, zarządzać lubię najlepiej
sobą, innych wolę inspirować, rola lidera ukrytego. Rozpoczynałam kilka razy
studia magisterskie, ale ich nie obroniłam, to nie było „to coś” co dałoby mi
siłę w ich ukończeniu. Po studiach podyplomowych – Coaching, wiedziałam, że
znalazłam swoje miejsce. Od 2002 roku coaching mi towarzyszył w sprzedaży i
zarzadzaniu. Na studiach magisterskich Doradztwo i Coaching poczułam, że tak,
nareszcie to jest to czego szukałam. Dziś, prawie miesiąc po obronie, nadal
czuję satysfakcję. Wiem, że odnalazłam właściwą drogę zawodową.
W tym roku skończę 42 lata, po kilku nieudanych próbach w
końcu zdobyłam tytuł, który powinien być w moim biurku od 1998 roku. Czy gdybym
miała obok siebie doradcę zawodowego poszłoby łatwiej? Nie wiem. Moje
zainteresowania są tak szerokie, że same testy predyspozycji zawodowych nic by
nie wykazały. Błądzilibyśmy między ochroną środowiska, filologią polską, nauczycielką
matematyki, farmaceutką, pisarką, zawodową tancerką. Rady nauczycieli ze szkoły
podstawowej zaprowadziły mnie, hmm… właściwie nigdzie. Wsparcie ze strony
rodziców? Ehh, nie było wsparcia. Byłam ja, moje rozterki i szeroki wachlarz umiejętności
i zainteresowań. Wiedziałam, ze potrafię się odnaleźć w myśleniu strategicznym,
budowaniu relacji, zarzadzaniu,
sprzedaży, kontroli, obszernym pisaniu, doradzaniu, inspirowaniu, analizie, syntezie.
Metodą prób i błędów przebyłam długą drogę ponad dwudziestu firm w których
pracowałam na przeróżnych stanowiskach i branżach. Nigdy nie czułam takiej
satysfakcji i samozadowolenia jak od prawie trzech lat, kiedy przychodzi do
mnie na sesję dana osoba i wychodzi odmieniona.
Czy gdybym odbyła sesję coachingu kariery 25 lat temu moje
życie potoczyłoby się inaczej? Zapewne. Nie wiem czy lepiej, inaczej. Szybciej
doszłabym do tego co mnie „kreci”. Wybrałabym jako pierwsze studia psychologiczne,
później uzupełniłabym psychoterapią, a na końcu coachingiem.
Co teraz mogę zrobić?
Zawodowo mogę robić to co potrafię najlepiej, pracować z
drugim człowiekiem nad tym jak on sam chce kierować własnym życiem. Pomóc mu
wybrać drogę samorealizacji, tak aby nie musiał męczyć się dwadzieścia lat w poszukiwaniu
samego siebie.
Dla relaksu natomiast rozwiązywać sudoku, robić własne
naturalne kosmetyki, grzebać w ziemi na ogrodzie, nastawiać wino, zwiedzać
miejsca i oglądać programy publicystyczne historyczne, pisać artykuły,
sprzedawać, obmyślać strategię bycia konkurencyjnym, zarządzać mężem :-), pielęgnować i suszyć
zioła, oddawać się medytacjom, tańczyć, składać szafki, malować ściany, robić
zaprawy owocowo-warzywne, eksperymentować w kuchni, uczyć się jogi, czytać…..
Czy
teraz wiesz, po co komu coaching kariery?
Anita Orzechowska
Coach
środa, 25 maja 2016
Praca pod lipą
Inspiracją był
Kochanowski, on pracował pod lipą. Kiedyś dawno temu, pomyślałam, że to świetny
pomysł. Dla mnie oczywiście. Nie ma powodu dla którego, wszyscy mieliby
pracować pod lipami, każdego przecież inspiruje, motywuje i pomaga w działaniu
zupełnie co innego. Jak znaleźć to „coś” co sprawia, że praca jest miła, lekka
i przyjemna?
Przez lata lipa krążyła po moim
umyśle. Początkowo nie wiedziałam o co chodzi? Kiedy zaczęłam, się nad tym
zastanawiać, dochodziłam do zaskakujących wniosków.
Sięgnęłam
pamięcią do doświadczenia zawodowego i nigdy, ale to przenigdy, nie
praktykowałam przychodzenia do pracy w ścisłym rozrachunku godzinowym, od - do.
Początkowo, nie zastanawiałam się nad tym, tak po prostu było. Nawet w swojej
pierwszej poważnej pracy, na umowę o pracę. Asystentka głównej księgowej, czy
jakoś tak, w każdym razie przez prawie rok, pozostawiona przez świeżo upieczoną
mamę - główną księgową, prowadziłam pełną księgowość przychodząc do pracy
między 7 – 9, wychodziłam, jak skończyłam to, co zaplanowałam tego dnia. Był to
przełom lat dziewięćdziesiątych, mój ojciec nie mógł pojąć, dlaczego nie
trzymam się ściśle godzin. Nie wiem jak to możliwe, że tak długo wytrzymałam, choć
do dziś przydają się pewne nawyki wypracowane przeze mnie wówczas, to wiedziałam,
że prowadzenie księgowości, nie jest dla mnie. Za dużo uwarunkowań, stałości,
każdego miesiąca te same operacje.
Idąc drogą
dedukcji, każde następne, akceptowalne przeze mnie miejsce pracy, posiadało
znamiona indywidualnego planowania jej czasu, jak i dużej kreatywności. Niezależnie
od funkcji, stanowiska, czy roli jaką pełniłam, zawsze sama ustanawiałam czas,
zakres, obszar działania, jak również rozwiązania. Jeżeli ktoś próbował stanąć
nade mną i mówić co mam robić, czułam wewnętrzny bunt. Działo się to zazwyczaj
przy zmianie osób, z którymi uzgadniałam na początku warunki pracy.
Tak to też właśnie,
szukając swojego miejsca w życiu, zmieniałam pracodawców koło 20 razy.
Uświadomiłam sobie również, że nie może udać się próba „wsadzenia” mnie w
ścisłe ramy, gdyż moją wartością nadrzędną jest niezależność. Co to oznacza, dla mnie?
Oznacza to, że ja, i tylko ja mogę wyznaczać sobie pracę i działania, które za
tym idą. Jeżeli uznam, że dane działanie wymaga 3 godzin pracy, nie widzę
sensu, żeby robić to 8 godzin, natomiast, jeżeli coś wymaga poświęcenia 10
godzin, to robię to 10 godzin i również nie widzę sensu, żeby przerywać w
połowie i zostawiać na później. Dla mnie liczy się efekt końcowy, a nie czas w
jakim się go wykonuje. Nie u wszystkich pracodawców, znajdą się osoby, które to
rozumieją, dlatego pozostaje praca freelancera. Zawierając kontrakt ze
zleceniodawcą, umawiam się na takie a takie warunki brzegowe i cel jaki ma być
osiągnięty, reszta należy do mnie.
Metaforyczna lipa,
co dla mnie oznacza? Drzewo to stanowi symbol mojej niezależności, mogę siedzieć
na ogrodzie, pod moją własnoręcznie posadzoną lipą, na łonie natury, którą
kocham i wykonywać część pracy, tą, najmniej lubianą. Raptem, tworzenie ofert,
ustalanie terminów, pisanie konspektów, umawianie spotkań, pisanie mili, staje
się akceptowalne i nawet przyjemne.
Co mi pomogło
dojść do takich wniosków i dokonać zmian w życiu? Praca nad sobą z innym
coachem.
Kilkanaście
lat, lipa podświadomie, krzyczała do mnie: chcesz spełnienia, pracuj tak, jak
lubisz, zawsze. Dopiero kilka pytań od coacha, które pewnie sama zadałabym
komuś innemu, w podobnej sytuacji, spowodowało, że lipa przemówiła. Skora znam
pytania, dlaczego nie zadałam ich sobie wcześniej? Ciężko jest jednocześnie
prowadzić proces i zastanawiać się nad sensem własnego życia. Poza tym, zawsze
powstają pytania, których nie znamy, na odpowiedzi, które posiadamy. Potrzebny
jest drugi człowiek, żeby proces zadziałał.
A co przemawia do Ciebie?
Ile lat będziesz czekać, aż samo
przemówi?
Anita Orzechowska
Coach
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
Spójność w zawodzie, nie tylko coacha.
Spójność w zawodzie jest bardzo
ważna. Przysłowie „ szewc bez butów chodzi” w zawodzie coacha, trenera,
nauczyciela, finansisty i pewnie wielu innych, jest trochę nie na miejscu.
Mówiąc ludziom, że wyznaczanie celów, działania, planowanie, wizja i rozwój są
nieodłącznymi elementami sukcesu zarówno zawodowego jak i prywatnego, nie
wyobrażam sobie, żebym ja sama tego nie robiła, praktykowała i uskuteczniała. Nawiązując
do rozwoju właśnie, staram się, aby był, towarzyszył mi każdego dnia.
Pierwsze, dwustopniowe szkolenie dla kadry managerskiej - „Kierowanie
zespołem i coaching” odbyłam w 2002 roku. Od tego czasu elementy obszaru
coachingu wykorzystywałam w pracy z ludźmi na poziomie sprzedaży, zarządzania,
szkoleń, budowania relacji. W 2013 roku postanowiłam zostać profesjonalnym
coachem i ukończyłam studia podyplomowe Coaching. Ciągle było mi mało. Coaching
powoduje, że człowiek chce się bardziej i bardziej rozwijać. Chęć dalszego
rozwoju jak i lekceważący stosunek do
zawodu coacha spowodował, że natychmiast, jak tylko się o nich dowiedziałam, zapisałam
się na studia magisterskie „Doradztwo i Coaching” z jednoczesną akredytacją
ICF. Można kończyć kursy, szkolenia, studia podyplomowe, mieć zajęcia na innych
kierunkach, jednak w tym obszarze zawodowym, dopiero tytuł licencjata, bądź magistra
określa zawód. Taką możliwość udostępnia nam jedyna w Polsce uczelnia.
Tylko na Collegium Da Vinci w Poznaniu można uzyskać tytuł Magistra Coachingu. Uczelnia
pomaga swoim studentom w dalszym rozwoju i docenia ich wkład w uprawianiu
zawodu Coacha, jak i rozpowszechnianiu samej idei coachingu. Dziękuję Collegium
Da Vinci za usystematyzowanie i pogłębienie wiedzy teoretycznej, jak i
praktycznej oraz docenienie w postaci umieszczenia mojej skromnej osoby na
ulotce promującej kierunek „Doradztwo i Coaching”.
Zapraszam na studia w Poznaniu na Collegium Da Vinci.
Anita Orzechowska, Profesjonalny coach
Subskrybuj:
Posty (Atom)




